Metan – pierwsze starcie

W środę – 12 kwietnia – sprawozdawcy projektu rozporządzenia metanowego w Parlamencie Europejskim będą musieli zająć stanowisko wobec zgłoszonych przeze mnie poprawek zwiększających dozwolone limity emisji. To może być przełomowy moment. Na ostatniej prostej parlamentarnych prac nad rozporządzeniem metanowym pojawiła się iskierka nadziei, ponieważ kilku wpływowych zwolenników Zielonego Ładu zaczęło się niepokoić o los regionów górniczych.

 

Rozporządzenie metanowe budzi w Polsce ogromne emocje. Bardzo dobrze, że coraz więcej mediów i opiniotwórczych środowisk dołącza do tej dyskusji, ponieważ gra toczy się o najwyższą stawkę. Jeśli w Unii Europejskiej zwyciężą zwolennicy radykalnej polityki metanowej, polskie górnictwo, a tym samym cała, nasza, narodowa gospodarka znajdą się w trudnej sytuacji. Dlatego tak ważne jest, abyśmy  w tej debacie byli precyzyjni. Niezamierzone pomyłki i błędy interpretacyjne działają na korzyść przeciwników Polski, których nie brakuje w Unii, ani nawet na naszym krajowym podwórku. Powtarzana w mediach informacja, że planowane przepisy dopuszczają emisję 5 ton metanu na tysiąc ton wydobytego węgla, jest tylko w części prawdziwa.

Propozycja wyjściowa Komisji Europejskiej jest inna, a dla nas – obrazowo mówiąc – dziesięć razy gorsza.

Bruksela chce, aby norma emisyjna wynosiła 0,5 tony. Nad tym projektem pracuje teraz Parlament Europejski. Natomiast norma 5 t do 2027 roku i 3 t do 2031 r. pojawiła się dopiero w stanowisku Rady Europejskiej, czyli forum rządów państw członkowskich UE. To zasługa skutecznej strategii negocjacyjnej premiera Mateusza Morawieckiego, minister Anny Moskwy i grona osób, w tym niektórych europarlamentarzystów, zaangażowanych w rozmowy z unijnymi instytucjami i rządami pozostałych państw członkowskich. Pamiętajmy, że w tej sprawie nie mamy żadnych, naturalnych sojuszników. Polska jest osamotniona w kwestii węgla. Na początku negocjacji w Radzie zaostrzeniom metanowym sprzeciwiała się też Bułgaria, ale trwało to krótko. Pozostałe państwa unijne skupiły się na uzyskaniu dobrych zapisów w rozdziale gazowym rozporządzenia.

O węgiel, poza nami, nikt nie walczy.

Limity zaproponowane przez Radę i tak są bardzo wyśrubowane jak na obecne możliwości technologiczne polskich kopalń, ale znacznie rozszerzają granice ewentualnego kompromisu. Precyzja w publicznych wypowiedziach jest kluczowa, ponieważ tej debacie ze szczególną  uwagą przysłuchują się górnicy i większość mieszkańców województwa śląskiego. Oni muszą wiedzieć, na czym stoi Polska w niełatwych, metanowych negocjacjach. Warto też pamiętać, że procedowanie unijnych przepisów nie kończy się na Parlamencie Europejskim, a tak można wywnioskować przysłuchując się niektórym komentarzom.  Kolejnym etapem będą negocjacje międzyinstytucjonalne, tzw. Trilog. Tylko wtedy, gdy wszystkie trzy strony (Komisja, Parlament i Rada), ustalą wspólny tekst, proces zostaje zakończony. Może to zająć kolejne 6-12 miesięcy, w zależności od wielu okoliczności politycznych.

Jak wiemy Parlament Europejski jest odporny na argumenty i fakty, które nie pasują do zmian narzuconych przez główny, brukselski nurt ideologów Zielonego Ładu.

Moje przestrogi przed skutkami zbyt restrykcyjnej redukcji emisji metanu, choć brzmiały często i głośno zarówno na posiedzeniach plenarnych, jak i na forum Komisji Przemysłu, Badań Naukowych i Energii –  były głosem osamotnionym. Jak do tej pory bez odpowiedzi pozostały moje dwa zapytania pisemne do Komisji Europejskiej, w których zwracałam uwagę chociażby na brak technologii przechwytywania metanu, które mogłyby być skuteczne dla większości polskich kopalń. Zwracałam również uwagę na brak oceny skutków wprowadzenia rozporządzenia metanowego dla produkcji węgla koksowego. Komisja Europejska nie przewidziała żadnych dodatkowych funduszy, które mogłyby posłużyć operatorom kopalń do sfinansowania odpowiednich instalacji. Te wszystkie mankamenty propozycji Komisji nie powodowały dotąd żadnej reakcji ze strony posłów z krajów innych niż Polska.

A jednak na ostatniej prostej parlamentarnych prac nad rozporządzeniem metanowym pojawiła się iskierka nadziei.

Niemiecki kontrsprawozdawca z ramienia Grupy Socjalistów i Demokratów Jens Geier,  po spotkaniu z międzynarodową centralą związkową industriALL oraz europejską ETUC zasugerował, że posłowie powinni poświęcić więcej uwagi regionom górniczym. Na początku kwietnia napisałam list do tego wpływowego europosła. Przestrzegłam, że spośród 36 szybów górniczych w Polsce tylko w dziewięciu można zainstalować najnowsze technologie VAM (utylizacji i gospodarczego wykorzystania metanu z powietrza wentylacyjnego). Oznacza to, że obecnie nie ma możliwości, aby polskie kopalnie spełniły zapisy rozporządzenia metanowego bez płacenia drakońskich kar albo likwidacji zakładów wydobywczych. Nagła interwencja Jensa Geiera ma ogromne znaczenie, ponieważ  jest to głos doświadczonego europosła skierowany bezpośrednio do lewicowego sumienia Jutty Paulus, sprawozdawczyni rozporządzenia „metanowego” i przedstawicielki frakcji Zielonych, także pochodzącej z Niemiec.  Być może wśród socjalistów pojawiły się obawy, że tak gorliwie popierany przez nich Zielony Ład doprowadzi do kryzysu społecznego, a w konsekwencji obróci się również przeciwko siłom politycznym, które te rewolucyjne zmiany firmowały. Byłby to poważny cios dla wiarygodności drugiej co do wielkości frakcji w Parlamencie Europejskim. Być może niektórzy europosłowie przypomnieli sobie słowa ich klimatycznego guru, Fransa Timmermansa wygłoszone podczas Kongresu Gospodarczego w Katowicach w 2020 roku.

Europejski Zielony Ład to także ważny plan dla Katowic i całego Śląska. Bardzo ważne jest, aby to była sprawiedliwa transformacja, aby region nie został w tyle. Jeżeli ten, lub inny region, pozostanie w tyle to nie będzie to sprawiedliwa transformacja i nie będzie miała ona społecznej akceptacji – powiedział wtedy wiceprzewodniczący Komisji Europejskiej, odpowiedzialny za realizację Zielonego Ładu.

Musimy  sobie przy tym zdawać sprawę, że w obecnej batalii o metan nie chodzi tylko o Śląsk.

Niemieccy europosłowie broniący polskich kopalń dyskretnie bronią także swojego sektora górniczego, o którym można powiedzieć tyle, że pogłoski o jego śmierci okazały się mocno przesadzone. To dobra wiadomość, gdyż głosy europosłów z Polski nie wystarczą do zmiany niekorzystnych zapisów projektu rozporządzenia. Rozmawiałam też z innymi wpływowymi przedstawicielami grupy socjalistów, jak chociażby z koordynatorem tej frakcji w komisji Przemysłu, Badań Naukowych i Energii, Mohammedem Chahimem.

Ten niderlandzki europoseł nadał mi nawet pseudonim „madame methane”, co w jego ustach odbieram jako komplement.

W każdym razie można odnieść wrażenie, że Geier, Chahim i część socjalistów zaczynają rozumieć powagę sytuacji górników i dostrzegają potrzebę znalezienia rozwiązania, które pozwoli uniknąć katastrofy społecznej w ważnym regionie Europy. Najbliższy test politycznego realizmu europosłów nastąpi już w środę, 12 kwietnia. Sprawozdawcy projektu rozporządzenia metanowego będą musieli zająć stanowisko wobec zgłoszonych przeze mnie poprawek zwiększających dozwolone limity emisji metanu z kopalnianych szybów do 8t/kt od 2027 r. i 5 t/kt od 2031 r. z odstępstwem dla węgla koksującego. Trzeba mieć nadzieję, że europosłowie dostrzegą wreszcie skalę zagrożenia. Poważny problem Śląska może stać się kryzysem o szerszym wymiarze, który doleje oliwy do ogólnego niezadowolenia z konsekwencji europejskiej polityki klimatycznej.

W sytuacji wojny, kryzysu energetycznego i odczuwalnej przez obywateli Europy inflacji przyszłoroczne wybory do Parlamentu Europejskiego mogą okazać się kubłem zimnej wody dla partii bezkrytycznie popierających wszystkie projekty, którymi Frans Timmermans usiłuje zbawiać świat.

Parafrazując biblijną przypowieść można powiedzieć tak: jeszcze trwa bankiet na brukselskim dworze króla Zielonego Ładu, ale niektórzy biesiadnicy już zauważyli napis na ścianie „Mane, tekel, fares”. Dla przypomnienia – w europejskim kodzie kulturowym słowa te są symboliczną zapowiedzią rychłego  upadku…

Izabela Kloc,
poseł do Parlamentu Europejskiego