„Postępowy” Zachód tańczył, jak mu Rosja zagrała

To prawda, że wojnę może zakończyć deputinizacja światowej gospodarki. Aby jednak uniknąć takich zagrożeń w przyszłości, potrzeba czegoś więcej. Społeczeństwa i elity krajów zachodnich muszą przejść głęboki, derusyfikacyjny detoks.

 

Dlaczego obrońcy klimatu nie protestują przeciwko wojnie? Pamiętamy, jak Greta Thunberg, światowa ikona ekologicznych aktywistów, podsumowała przywódców najbogatszych państw słynnym „bla, bla, bla”, za to, że nie robią nic dla planety. Dlaczego teraz nie ruszy  z równie medialnym apelem, aby powstrzymać rzeź na Ukrainie? Jeśli jest odporna na ludzką niedolę, niech przynajmniej uruchomi swoją „zieloną” wrażliwość. Wojna na taką skalę oznacza emisję ogromnych ilości gazów cieplarnianych. Podnoszenie Ukrainy z ruin też będzie gigantycznym wysiłkiem gospodarczym, którego nie zabezpieczy energetyka odnawialna.

Przez milczenie w czasach kiedy trzeba krzyczeć, obrońcy klimatu zachowują się, jak typowe ofiary syndromu sztokholmskiego, które Rosja wzięła w mentalną niewolę.

KGB pracowało dziesiątki lat, aby uzyskać taki efekt. Dobrze ten proces przedstawił Władimir Bukowski w książce „Pacyfiści kontra pokój”. Słynny rosyjski dysydent napisał swoje przełomowe dzieło jeszcze w czasach komunistycznych. Książka ujawniła, jak w latach 70. i 80. ubiegłego wieku KGB wykorzystało pokojowe nastroje panujące w Europie do realizowania imperialnych planów ZSRR. Sowiecka agentura tworzyła i finansowała ruchy pacyfistyczne, protestujące przeciwko rozmieszczeniu amerykańskich rakiet w krajach zachodnich. Bukowski pisał książkę nie mając dostępu do archiwów KGB.

Reedycja tego dzieła wzbogacona o znane dziś konkrety mogłaby się okazać prawdziwą księgą wstydu dla współczesnych zachodnich elit.

Swój akapit miałby tam Olaf Scholz, w latach osiemdziesiątych aktywny działacz marksistowskiego skrzydła młodzieżówki SPD. Organizacją kierował wtedy Gerhard Schröder. Obaj byli gorącymi zwolennikami zbliżenia z enerdowską młodzieżówką komunistyczną FDJ, która była do głębi zinfiltrowana i sterowana przez Moskwę. W 40. lat później, Olaf Scholz już jako kanclerz Niemiec, usiłuje przekonać świat, że wojna na Ukrainie jest tylko „wybrykiem” Putina, a nie elementem rosyjskiej, rozpisanej na dekady strategii.

Widząc, że „pacyfistyczna” strategia przynosi efekty, KGB rozszerzyło działalność i zarzuciło siatki także na obrońców środowiska.

W ten sposób powstało wiele, dziś wpływowych i globalnych organizacji ekologicznych. Warto w tym kontekście zastanowić się nad błyskawiczną, międzynarodową karierą takich struktur jak Greenpeace czy partia Zielonych. Do upadku muru berlińskiego i rozpadu ZSRR wsparcie dla europejskich pacyfistów i ekologów szło niejawnymi kanałami KGB. Lata 90 przyniosły nowe możliwości. Rosja została przez Zachód uznana za „demokratycznego” sukcesora Związku Radzieckiego i nie musiała się już z niczym kryć. Dzięki temu mogła zmienić taktykę. Przestała straszyć, a zaczęła kusić Zachód i jego elity.

Gerhard Schröder nie wziął się przypadkowo na liście płac Gazpromu.

To nagroda za prorosyjski lobbing na absolutnym, politycznym szczycie. Schröder był w latach 1998 – 2005 kanclerzem Niemiec i to on utorował drogę do rurociągu Nord Strem, który dał początek uzależniania europejskiej energetyki od Kremla. W  lipcu 2006 roku współorganizowałam międzynarodową konferencję w Darłowie. Debatowaliśmy o ochronie wód Bałtyku przed skutkami gospodarczej działalności człowieka. Konferencję zorganizowano pod patronatem ministra Ochrony Środowiska, ale na jej przeprowadzeniu i medialnym rozgłosie bardzo zależało prezydentowi Lechowi Kaczyńskiemu. W miesiąc później rosyjski Gazprom oraz niemieckie firmy E.ON Ruhrgas i BASF podpisały w Moskwie porozumienie dotyczące budowy Gazociągu Północnego i utworzenia konsorcjum Nord Stream. W konferencji wzięło udział wiele organizacji ekologicznych, które w sprawie ochrony Bałtyku przed skutkami budowy gazociągu skierowały memorandum, m.in. do Parlamentu Europejskiego. Wśród sygnatariuszy listu nie było Greenpeace. Wtedy byliśmy rozczarowani, ale dziś jest łatwiej zrozumieć dlaczego największa organizacja ekologiczna świata nie przyłączyła się do protestu przeciwko Nord Stream.

O Greenpeace i innych, pokrewnych organizacjach zrobiło się ostatnio głośno w amerykańskich mediach.

Na stronie Fox News ukazał się materiał zatytułowany „Rosja wciągnęła Europę w zależność energetyczną, finansując wściekłe grupy ekologiczne”. Chodzi o zaprzepaszczoną dziesięć lat temu możliwość eksploatacji olbrzymich złóż gazu łupkowego w kilku europejskich krajach, w tym w Polsce. Przodują w tej technologii Stany Zjednoczone. Przygotowano symulacje, z których wynikało, że wydobycie gazu łupkowego w Europie może przynieść milion miejsc pracy, obniżyć ceny energii dla gospodarstw domowych o 10 proc. i zwiększyć unijne PKB przez 30 lat nawet o 3,8 biliona euro. Największą jednak korzyścią byłoby uniezależnienie się od rosyjskiego gazu. Temat ten zniknął równie szybko, jak się pojawił.

Jak donosi Fox News, stała za tym Rosja, która zorganizowała i skutecznie przeprowadziła olbrzymią, globalną akcję dezinformacyjną.

Jej celem było pozbycie się amerykańskich firm z sektora gazu łupkowego z Europy. W kampanii wykorzystano organizacje ekologiczne, które mają duży wpływ na kształtowanie opinii zwłaszcza młodych pokoleń. W efekcie Europejczycy uwierzyli, że eksploatacja gazu łupkowego jest szkodliwa dla środowiska naturalnego. Pod naciskiem opinii publicznej i mediów wiele krajów, w tym Niemcy, Francja, Holandia, zakazały tzw. szczelinowania, które jest podstawowa technologią w tej branży.

 Schröder jest najbardziej spektakularnym przypadkiem politycznej korupcji i moralnej degrengolady, ale takich jak on są całe zastępy.

Jest wśród nich Guy Verhofstadt, ekscentryczny europoseł, wulgarny i arogancki przeciwnik Polski, jeden z orędowników powołania Stanów Zjednoczonych Europy. W swojej bogatej biznesowej karierze był także członkiem zarządu firmy Exmar, ściśle współpracującej z Gazpromem. Z kolei Maroš Šefčovič, unijny komisarz do spraw energii w latach 2015-2019, jest absolwentem Moskiewskiego Państwowego Instytutu Stosunków Międzynarodowych. Ta uczelnia cieszy się zasłużoną sławą kuźni rosyjskich lobbystów i agentów wpływu.

Generalnie cała konstrukcja Zielonego Ładu jest jednym, wielkim ukłonem wobec rosyjskich interesów energetycznych.

Odpowiedzialny za to Frans Timmermans narzuca restrykcje klimatyczne, które doprowadzą do uzależnienia Unii Europejskiej od dwóch źródeł energii: niestabilnej energetyki odnawialnej i rosyjskiego gazu. Kolejną wisienką na kremlowskim torcie jest amerykanka Jennifer Morgan, dotychczasowa szefowa Greenpeace, która została pełnomocnikiem Niemiec do spraw klimatu. W komentarzach politycznych często pojawia się stare, leninowskie powiedzenie o „pożytecznych idiotach”, którzy świadomie bądź nie, realizują politykę Kremla.

To określenie mylnie obniża skalę zagrożenia, z którym mamy do czynienia.

Schrödera, Scholza, Timmermansa, Verhofstadta czy Morgan na pewno nie można nazwać „idiotami”. Bez względu na to, co nimi kieruje, ich działania są wyrachowane, przemyślane i niebezpieczne. Szczególnie groźna jest płynąca z ich środowisk sugestia, że wszystkiemu jest winien „szalony” Putin. To zapowiedź narracji, jaka się pojawi po zakończeniu wojny, która już teraz – bez względu na jej wynik – jest dla Rosji porażką. W trudnej na razie do przewidzenia perspektywie, można się spodziewać zmiany warty na Kremlu. Świat odetchnie z ulgą, a Rosja z nowym przywództwem zostanie przyjęta do międzynarodowej społeczności.

My się będziemy cieszyć czasami pokoju, a w zaciszu Kremla będzie szykowany nowy, kolektywny Putin, pozbawiony patologicznych cech pierwowzoru i bogatszy o gorzkie lekcje z Ukrainy.

Musimy w porę  dostrzec to zagrożenie i odciąć je od politycznej pożywki, którą karmi się od dziesięcioleci. Obecną wojnę może zakończyć deputinizacja światowej gospodarki. Aby uniknąć takich zagrożeń w przyszłości, potrzeba jednak czegoś więcej. Społeczeństwa i elity rządzące krajów zachodnich muszą przejść głęboki, derusyfikacyjny detoks.

Izabela Kloc,
poseł do Parlamentu Europejskiego