Gaz uratowany – rozsądek zwyciężył nad ideologią

Parlament Europejski odrzucił w głosowaniu wniosek Zielonych, aby zablokować unijne dofinansowanie do inwestycji gazowych. To ważne zwycięstwo zwłaszcza dla interesów gospodarczych Polski. Do pełnego sukcesu droga jest jednak daleka. Są silne naciski, aby gaz podzielił los węgla i trafił na czarną listę surowców sprzecznych z celami klimatycznymi Unii Europejskiej.

 

Baltic Pipe, czyli gazowy korytarz z Norwegii do Polski, jest jednym z najciekawszych i najambitniejszych projektów ostatnich lat. Nie tylko zwiększy bezpieczeństwo energetyczne Europy Środkowo-Wschodniej, ale przyczyni się także do osiągnięcia unijnych celów klimatycznych. Emisja dwutlenku węgla spadnie o 70 mln ton rocznie. Błękitne paliwo z tego gazociągu zastąpi w systemach grzewczych węgiel, drewno i olej. Pozwoli to zmniejszyć emisję szkodliwych cząsteczek o 54% i ocalić życie 25 tys. osób rocznie. Mimo tego Zieloni wzięli na swój ideologiczny celownik Baltic Pipe i cały pakiet inwestycji gazowych wpisanych na czwartą listę Wspólnego Zainteresowania Unii Europejskiej (PCI). Projekty te, ze względu na strategiczne znaczenie, mogą liczyć na szybszą ścieżkę legislacyjną i większe pieniądze. Na szczęście, większość posłów do Parlamentu Europejskiego zachowało się rozsądnie i racjonalnie. Wniosek Zielonych został w głosowaniu odrzucony. Ideologia tym razem przegrała, ale na pewno nie dała za wygraną. Sam fakt, że taka uchwała trafiła pod obrady europarlamentu najlepiej ilustruje, w jakim kierunku i tempie zmierza polityka klimatyczna Unii Europejskiej. Czwarta lista CPI nie powstała w ciągu kilku dni. Uzgodnienia i konsultacje ze wszystkimi zainteresowanymi stronami trwały 18 miesięcy. Półtora roku temu Baltic Pipe i inne inwestycje gazowe nikomu nie przeszkadzały. Dziś – jak chcą Zieloni i wielu ich politycznych sojuszników – są one sprzeczne z celami klimatycznymi Unii Europejskiej. Co się stało w tym krótkim czasie? Na pewno nie pogorszył się ziemski klimat. Zradykalizowały się za to polityczne nastroje. Jeszcze kilka lat temu źródłem wszelkiego zła był węgiel. Nawet politykę klimatyczną nazwano dekarbonizacyjną, aby nikt nie miał żadnych wątpliwości i złudzeń. Zielone sprawy nabierają jednak tempa. Dziś zły jest nie tylko węgiel, ale także paliwa kopalne, czyli gaz i ropa oraz atom, ze względu na problemy z przechowywaniem odpadów radioaktywnych.

 

Środowiskową szkodliwość poszczególnych surowców trzeba jakoś zmierzyć, aby Bruksela wiedziała, ile i jakie inwestycje ściąć z listy unijnego dofinansowania. Takim narzędziem stała się taksonomia. To słowo bije ostatnio rekordy popularności na unijnych salonach. Najprościej rzecz ujmując chodzi o klasyfikowanie i ocenę inwestycji, pod kątem ich zgodności z polityką klimatyczną Unii Europejskiej. W energetyce oznacza to absolutny priorytet dla odnawialnych źródeł energii. Tak radykalne przekierowanie strumienia pieniędzy musi się odbyć kosztem innych branż i gałęzi gospodarki. W Unii Europejskich toczy się obecnie jedna z najważniejszych debat, która ma dać odpowiedź na pytanie czy w unijnej taksonomii znajdzie się miejsce dla atomu i gazu. Polska w najbliższej perspektywie raczej nie zbuduje elektrowni jądrowej. Dla nas kluczowa jest przyszłość gazu. Dla wielu państw Unii Europejskiej, w tym zwłaszcza Polski, błękitne paliwo jest najważniejszym surowcem dla przeprowadzenia bezbolesnej transformacji energetycznej i stopniowego odchodzenia od węgla. Problem ten dotyczy nie tylko krajów Europy środkowo-wschodniej, ale także Niemiec. Nasz zachodni sąsiad chce do 2038 roku zamknąć wszystkie elektrownie węglowe. Jednocześnie pojawiają się tam nieoczekiwane problemy z wdrażaniem energetyki wiatrowej. Wszystko wskazuje na to, że wkrótce wzrośnie w Niemczech zapotrzebowanie na gaz ziemny. Dla taksonomii jest to problem. Unijne regulacje uderzyłyby w największe mocarstwo polityczno-gospodarcze wspólnoty. Dla Polski jest to dobra sytuacja, bo jeśli Niemcy postawią na swoim, jest szansa, że taksonomia się nie przyjmie, a przynajmniej nie w tak radykalnej formie. Jeśli to narzędzie ma być sprawiedliwe, musi uwzględniać indywidualną sytuację każdego z państw członkowskich. Polska jest państwem najbardziej uzależnionym od węgla. W naszej sytuacji nie da się skokowo przejść do energetyki bezemisyjnej. Musi być ogniwo pośrednie, jakim jest gaz. Finansowe uderzenie w inwestycje z wykorzystaniem tego paliwa są ogromnym ciosem w polską gospodarkę, ale także rysą w unijnej transformacji energetycznej. Ursula von der Leyen powiedziała przecież, że „Zielony Ład” przeprowadzimy wszyscy razem albo nie będzie go wcale. Tym razem w Parlamencie Europejskim zwyciężył rozum. Zły i szkodliwy wniosek Zielonych został odrzucony stosunkiem głosów 443 do 169 przy 36 wstrzymujących się. Miejmy nadzieję, że taka koalicja rozsądku zwyciężać będzie także w przyszłości, bo nie miejmy złudzeń, że to był ostatni atak na paliwa kopalne.

 

Izabela Kloc,
poseł do Parlamentu Europejskiego,
członek Komisji Przemysłu,
Badań Naukowych i Energii.