W dobie koronawirusa ratujmy ludzi i gospodarkę. „Zielony ład” może poczekać.

Koronawirus sieje spustoszenie. Ludzie tracą życie i zdrowie, a gospodarka pogrąża się w największym od dekad kryzysie. Mimo tego Unia Europejska nie zamierza zrewidować „Zielonego Ładu”. Może to doprowadzić do ogromnego wzrostu cen energii w Polsce i zubożenia społeczeństwa na niespotykaną skalę. Nie godzimy się na to! Przyłącz się do apelu i podpisz petycję. Niech nasz głos będzie słyszany w Warszawie i Brukseli.

Jeszcze nikt nie odważył się oszacować skutków koronawirusa, ale wielu ekspertów podkreśla, że może nam zabraknąć wyobraźni, aby ogarnąć skalę gospodarczych strat, spowodowanych pandemią. Prawdopodobnie przyjdzie nam się zmierzyć z największym kryzysem od czasów drugiej wojny światowej. Z gospodarczej kwarantanny będziemy wychodzić latami, a to znaczy, że cały świat musi zmienić swoje priorytety. Dotyczy to zwłaszcza Unii Europejskiej. Strat spowodowanych koronawirusem nie da się w tej chwili policzyć, można natomiast oszacować ile Europejczycy zapłacą za „Zielony Ład”, który stał się sztandarowym i najbardziej kosztownym przedsięwzięciem w historii UE. Skupmy się na przykładzie Polski. Szacunkowy koszt transformacji energetycznej do 2030 r. może wynieść 240 mld euro rocznie. Takich pieniędzy nie mamy. Nie dostaniemy ich także z Unii Europejskiej. Fundusz Sprawiedliwej Transformacji, który jest na razie jedynym pewnym źródłem finansowania „Zielonego ładu”, przewiduje dla Polski zaledwie 2 mld euro. Wielkie pieniądze, o których mówią unijni liderzy, to przesunięcia z innych polityk wspólnotowych, kredyty bankowe oraz wkład własny krajów członkowskich. Gdyby Polska zdecydowała się na realizację „zielonego” scenariusza przygotowanego przez Brukselę, cały wysiłek finansowy najbliższych lat musiałby zostać przekierowany na ten cel. Koronawirus zburzył jednak wszelkie plany i na nowo ustawił wektory państwowego interwencjonizmu.

Według ostrożnych prognoz Organizacji Współpracy Gospodarczej i Rozwoju (OECD) globalny wzrost gospodarczy spadnie w tym roku o 2,4 % z powodu pandemii Covid-19. Polska i inne kraje Unii Europejskiej, zwłaszcza te, których miksy energetyczne oparte są na paliwach kopalnych, stoją teraz przed dramatyczną alternatywą: unijna polityka klimatyczna czy ratowanie się przed kryzysem, chaosem i cywilizacyjną degradacją? Wybór jest trudny, ale jednocześnie prosty. Na poluzowaniu albo przesunięciu w czasie „Zielonego Ładu” ucierpi jedynie prestiż Brukseli, ale globalny ekosystem nie poniesie większego uszczerbku. Natomiast gospodarki narodowe pozostawione bez należytego wsparcia wobec skutków pandemii koronawirusa, mogą tego nie przetrwać.

Sektor energetyczny już odczuł skutki kryzysu. Przedsiębiorstwa zmuszone są do przyjęcia kosztownych środków bezpieczeństwa dla swoich pracowników, aby zagwarantować ciągłość dostaw. Ponadto utrudnienia w łańcuchu zaopatrzenia, zarówno na poziomie krajowym, jak i międzynarodowym, będą miały coraz większy, negatywny wpływ na plany przedsiębiorstw w zakresie utrzymania i modernizacji, w tym na projekty związane z celami klimatycznymi Unii Europejskiej.

Oczywiście, część ideologów unijnej polityki klimatycznej zapewnia, że obecne zamieszanie jest najlepszym momentem, aby na gruzach „starej” energetyki zbudować nowy świat oparty na odnawialnych źródłach energii. W przypadku Polski to nie zadziała. Nie mamy takich finansowych i technologicznych możliwości, aby elektrownie węglowe zastąpić od razu farmami wiatrowymi albo instalacjami fotowoltaicznymi. Oznacza to, że nie stać nas na jednoczesne finansowanie „zielonej” transformacji i ratowanie gospodarki przed skutkami koronawirusa. Tych wydatków pogodzić się nie da. I to jest jedyny, racjonalny punkt wyjścia do dyskusji o tym, co będzie dalej z Polską i całą Unią Europejską.

Niestety, ta prawda zdaje się nie docierać do wielu opiniotwórczych i wpływowych środowisk. Pojawiają się głosy, aby nie tylko utrzymać, ale także przyspieszyć obecny, bardzo radykalny kurs polityki klimatycznej. Według dotychczasowych ustaleń, celem do 2030 roku miała być redukcja emisji dwutlenku węgla o 40 proc. Teraz mówi się już o 55 proc. Część organizacji ekologicznych, których głos jest chętnie słuchany w Brukseli i Strasburgu, postuluje nawet, aby zwiększyć ten limit do 65 proc., a gospodarkę zeroemisyjną wprowadzić już w 2040 r. Pojawiają się też niebezpieczne postulaty, aby walka ze skutkami koronawirusa stała się jedynie elementem szerszego projektu, jakim jest „Zielony Ład”. Oznaczałoby to, że pieniądze przeznaczone na odbudowę gospodarki nie trafią do branż bazujących na paliwach kopalnych. Gdyby na forum unijnym udało się przeforsować takie decyzje, wielu krajom w tym głównie Polsce, groziłby nie kryzys, ale prawdziwa gospodarcza i społeczna katastrofa. Jednym ze skutków byłby wzrost cen energii, który pociągnie za sobą zubożenie społeczeństwa na niewyobrażalną skalę.

Idea „Zielonego Ładu” od początku budziła wiele wątpliwości ze względu na mały zasięg i minimalny wpływ na globalny klimat. Ograniczenie emisji dwutlenku węgla tylko na obszarze Unii Europejskiej, która w skali świata produkuje jedynie 10 proc. tego gazu, to jedynie symboliczny gest wobec planety. W obecnej sytuacji trzymanie się zeroemisyjnego kursu budzi już nie tylko kontrowersje, ale strach o przyszłość gospodarki Unii Europejskiej. Chiny, USA, Indie, Rosja, Japonia i pozostali najwięksi emitenci dwutlenku węgla, stoją w obliczu głębokiej recesji. Muszą szybko odbudować narodowe gospodarki i zrobią to zużywając ogromne ilości energii, niepochodzącej raczej z odnawialnych źródeł. Wciąż najtańsza i najpewniejsza jest energetyka oparta na paliwach kopalnych. Jeśli w takiej sytuacji Unia Europejska narzuci sobie samoograniczenia związane z „Zielonym Ładem” na długie dekady, jeśli nie na zawsze, straci zdolności konkurencyjne i trafi na margines budowanych od nowa, globalnych relacji gospodarczych. Nie chcemy i nie możemy się na zgodzić. Ryzykowna polityka klimatyczna Unii Europejskiej może ograniczyć możliwości rozwoju gospodarczego Polski, a ofiarą tej sytuacji padną ludzie. W związku z tym apelujemy do Komisji Europejskiej o:

  • Nieuchwalanie w najbliższym czasie Prawa Klimatycznego. Wróćmy do dyskusji o nowych regulacjach dopiero wtedy, kiedy wszystkie państwa członkowskie staną na nogi po obecnym kryzysie i kiedy ustabilizują się globalne relacje gospodarcze i polityczne.
  • Odroczenie „Zielonego Ładu” i ponownie rozważenie przez Komisję Europejską celów w zakresie redukcji emisji gazów cieplarnianych do 2030 r. dostosowując je do skutków gospodarczych pandemii koronawirusa.
  • Zmianę wieloletnich ram finansowych Unii Europejskiej. Środki przeznaczone wcześniej na „Zielony Ład” powinny zostać przesunięte na ratowanie przemysłu europejskiego, co pozwoli na szybkie odblokowanie wzrostu i inwestycji począwszy od 2021 r.
  • Zredefiniowanie polityki klimatycznej UE tak, aby stworzyć możliwość „czystego” wykorzystanie węgla poprzez produkcję paliw przyszłości, gazu syntezowego, czy produktów chemicznych typu metanol.

Izabela Kloc,
poseł Parlamentu Europejskiego (PiS),
członek Komisji Przemysłu, Badań Naukowych i Energii

 

PODPISZ PETYCJĘ
https://www.citizengo.org/pl/178332-w-dobie-koronawirusa-ratujmy-ludzi-i-gospodarke-zielony-lad-moze-poczekac

Facebook
Twitter
YouTube
Instagram